czwartek, 9 kwietnia 2015

JEDEN

 

Careful what you wish for

  Unoszę delikatnie powiekę, kiedy promienie słońca wpadają przez szybę do niewielkiego pokoju. Rozglądam się nieprzytomnym wzrokiem po pomieszczeniu. Lekkie, fiołkowe zasłony poruszają się zgodnie z delikatnym wiatrem, wpadającym do pokoju przez szparę uchylonego okna. Gdy zerkam na elektryczny zegar stojący na szafce obok łóżka, zdaje sobie sprawę, że mój budzik zadzwoni dopiero za godzinę. Opadam na poduszki głośno wypuszczając powietrze. Wiem, że już nie uda mi się zasnąć. Przeciągam się i ziewam. Odrzucam kołdrę na bok i leniwe wstaję. Podchodzę do lustra i przeglądam się. Chcę dziś wyglądać wyjątkowo, w końcu to mój pierwszy dzień w pracy. Nie spieszę się wykonując wszystkie poranne czynności. Wybieram najlepsze ubrania, jakie mam w szafie i po chwili podziwiam siebie w eleganckiej, kremowej koszuli z lekkiego, zwiewnego i odpowiedniego na tą porę roku materiału, granatowych, poprzecieranych jeansach, które sprawiają wrażenie drogich i błyszczących balerinach tego samego koloru co górna część mojego stroju. W chwili, w której odzywa się mój budzik, wychodzę z domu chwytając torebkę i portfel. Wolnym krokiem, rozglądając się uważnie po okolicy spowitej wczesnymi, słonecznymi promieniami kieruję się w stronę najbliższej kawiarni. Znam ją bardzo dobrze. Do niedawna w niej pracowałam. Wiem, że mają tam najlepszą kawę na leniwy poranek, że tylko ona może mnie postawić na nogi, kiedy jestem bardzo zmęczona. Mimo, że teraz nie potrzebuję orzeźwiającego napoju i tak wstępuję do przytulnej kawiarni i staję przed ladą wyczekując sprzedawcy. Grain du Café jest utrzymana w kolorach zieleni i beżu, i ma niezwykle przyjazny klimat. Z każdego kąta czuć zapach kawy i świeżo upieczonego ciasta, fotele są tutaj wygodniejsze niż w domu i niezależnie od pory roku zawsze stoi tu mnóstwo kolorowych kwiatów. Z początku było to moją zasługą, ale przerodziło się w tradycje i co tydzień, rano, razem z Alexem, który pracował tu razem ze mną, szliśmy na pobliski bazarek i kupowaliśmy kolorowe tulipany. Klienci to uwielbiali i doceniali, że poświęcamy pieniądze na takie detale. Zawsze będę wspominać to miejsce z szerokim uśmiechem i nigdy nie żałowałam, że musiałam tu pracować. Poza tym to tutaj poznałam Seana i Alexa, czyli moich dwóch najlepszych przyjaciół, wiem, że zrobiliby dla mnie wszystko. Jestem wdzięczna losowi, że przywiał mnie do Grain du Café.
  - A cóż to za piękny widok zadowala moje zaspane oczy? - słyszę obok ucha wesoły, męski głos. Uśmiecham się szeroko do mężczyzny rumieniąc się delikatnie.
  - Ciebie też miło widzieć, Sean. - przytulam właściciela na powitanie. Grymas niezadowolenia pojawia się na jego twarzy, kiedy odsuwam się od niego. - Średnią karmelową.
  - Kiedyś nakrzyczałbym na sprzedawcę, że kazał ci tak długo czekać, ale odkąd to ja nim jestem muszę się powstrzymywać. - puszcza mi oczko nalewając mleka do kubka. Wzdycham, gramoląc się na ladę.
  - Długo będziesz mi wypominać moje odejście, Sean? - pytam ze skruchą. Lekko dotykam jego ramienia. Jest odwrócony do mnie plecami, ale i tak wiem, że minę ma nietęgą.
  - Jeszcze przez jakiś czas. - mówi radośnie. W głębi duszy bardzo to przeżywa, mam tego świadomość i dlatego jest mi tak przykro.
  - Mam nadzieję, że nie długo. - odzywam się najłagodniej jak umiem. Odwraca się i wręcza mi gotowy, parujący napój. Zaciągam się zapachem świeżo zmielonych ziaren kawy i słodkością karmelu. Uśmiecha się, widząc moją reakcję, ale nie odzywa się ani słowem. Trwamy chwile w niezręcznej ciszy i jest mi z tego powodu przykro. Zeskakuję z lady, odstawiam na blat kubek i chwytam przyjaciela za ramiona.
  - Sean... - zaczynam wolno.
  - Jeśli masz zamiar robić mi kolejny wykład, to na prawdę, Charlie, daruj sobie. Już się nasłuchałem. - warczy. Odsuwam się zdezorientowana ta nagłą zmianą nastroju. Przechylam lekko głowę oczekując wyjaśnień nagłego wybuchu złości z jego strony, ale nic takiego nie następuje.
  - Sean, dlaczego nie możemy porozmawiać o naszej sytuacji normalnie, jak dorośli? - pytam cicho ponownie chwytając jego łokieć i mając nadzieję, że to powstrzyma go od odsunięcia się.
  - Bo ja nie chcę zachować się jak dorosły. - syczy przez zaciśnięte zęby, ale nie strąca mojej ręki. Patrzę mu w oczy, chcę, żeby robił to samo co ja. W końcu przenosi swój wzrok na moją twarz ze zrezygnowaniem i widzę, że powstrzymuje się od płaczu.
  - Sean, proszę...
  - O co mnie prosisz, Charlie? No słucham? Choć raz to ty odpowiedz na moje pytanie, czego ty ode mnie do cholery oczekujesz? - podnosi głos, a ja staram się utrzymać spokojny wyraz twarzy. Jest mi przykro, bo wiem, że chce wywrzeć na mnie poczucie winy, ale nie czuję się za tą sytuację odpowiedzialna. - Wszyscy dobrze wiemy, że nie tylko z powodu twojego odejścia jestem wkurzony, ale ty oczywiście nie możesz się pogodzić z zaistniałą sytuacją, nie tak to sobie zaplanowałaś co?
  - Nie podnoś głosu. - moja szczęka drga delikatnie kiedy wypowiadam te słowa. Wiem, jak to się skończy, ale i tak brnę w do dalej.
  - Do cholery, Charlie, nie będę przepraszał za swoje uczucia! Za kogo ty mnie masz?! - teraz już krzyczy i wygląda na to, że nie zamierza się opanować.
  - A ja nie będę przepraszała za ich brak! - wybucham. Sean zaciska pięści i widzę jego pobielałe knykcie. - Wiem, że nie tego ode mnie oczekiwałeś, kiedy mówiłeś mi, co do mnie czujesz, ale nie potrafię się zmusić do bycia z kimś, kogo nie kocham! - krzyczę. Po chwili żałuję, że powiedziałam to tak ostro. Wiem, że nie powinnam była. Więc po prostu podchodzę do niego, patrzę na tą zbolałą, przemęczoną twarz, gładzę go delikatnie po policzku szepcząc przeprosiny. On kiwa tylko, jakby zgadzał się ze mną, że to wszystko moja wina, choć oboje wiem, że to nie prawda. Wychodzę z kawiarni by nie doprowadzić do gorszej sprzeczki i zdaję sobie sprawę, że zaraz spóźnię się do pracy w swoim pierwszym dniu.

~*~

  Kiedy patrzę na główną redakcję "The Times" jestem z siebie ogromnie dumna. Mam świadomość, że muszę być niesamowicie zdolna, jeśli w tak młodym wieku dostałam pracę w tak prestiżowej gazecie. Staram skupić się na nowej posadzie i odgonić myśli o Seanie, ale średnio mi to wychodzi. Jadąc windą w wyznaczone miejsce zastanawiam się tylko, co powinnam zrobić. Powiedział mi, że mnie kocha. W porządku, to przecież nic wielkiego, za parę dni mu przejdzie. Po chwili wzdycham z rezygnacją. To nie jest małolat z gimnazjum tylko dorosły facet! W dorosłym życiu wszystko jest bardziej skomplikowane, niż się wydaje. Chciałabym, żeby sytuacja, w której Sean wyznał mi uczucia nigdy nie miała miejsca. Dobrze wiem, jak przykro musi mu teraz być. Czuję się podle, bo to świetny facet, a ja potraktowałam go okropnie i nie potrafię myśleć o niczym innym, tylko o tym, czy kiedyś mi wybaczy.
  Kiedy winda się otwiera wsiada do niej niewysoka kobieta. Uśmiech się do mnie przyjaźnie.
  - Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam. - zaczyna pogodnie odwracając się do mnie przodem. Jestem pod wrażeniem. Jest bardzo ładną blondynką o niesamowitych, szarych oczach i pięknym uśmiechu. Musi mieć mnóstwo adoratorów.
  - Jestem tu nowa. - posyłam jej najbardziej szczery uśmiech na jaki mnie stać. Kobieta, a właściwie dziewczyna, bo chyba jest niewiele starsza ode mnie, o ile w ogóle, wydaje się na prawdę sympatyczna i czuję, że nadajemy na tych samych falach.
  - Ach, to nowa pani redaktor, prawda? - wyciąga rękę, kiedy kiwam głową. Nie spodziewałam się, że ludzie będą mieli pojęcie kim jestem. Byłam przekonana, że będą się zastanawiać czy "ten małolat się przypadkiem nie zgubił". Tym czasem już w głównym holu napotkałam mnóstwo młodych ludzi.
  Odwzajemniam uścisk dłoni.
  - Theresa.
  - Charlotte, ale wolę Charlie. - przedstawiam się.
  - W takim razie mów mi Tess. - uśmiecha się pogodnie. Znów. - Z jakim zamiarem tu przybyłaś?
  - No oczywiście chcę zostać redaktorem naczelnym, a potem władcą całego medialnego świata. - mówię, a potem obie wybuchamy śmiechem w chwili kiedy winda znów się otwiera, a my opuszczamy jej metalowo szklane wnętrze.
  - Uważaj, czego pragniesz. - słyszę obok ucha. Odwracam się w stronę głosu i napotykam zimny wzrok mężczyzny koło pięćdziesiątki. Jego szaroniebieskie oczy łypią na mnie groźnie.
  - Umm... Dzień dobry panie Russel. - piszczy Theresa. -Panie redaktorze, to jest....
  - Ta, wiem. - przerywa jej machnięciem ręki nawet na nią nie patrząc. - Cheaster Russel. Redaktor naczelny. - wyciąga w moim kierunku swoją potężną dłoń, a ja ściskam ją niepewnie. W tej chwili głupio mi, za moje wcześniej wypowiedziane słowa.
  - Charlotte Mason. - odpowiadam cicho, choć staram się, żeby mój głos brzmiał pewnie, mimo tego, że jestem przerażona. - Jestem ogromnie wdzięczna za to posadę, panie Russel.
  Przez chwilę nic nie mówi, ciągle świdrując mnie swoim wzrokiem. Przygląda mi się z zainteresowaniem. Stoję osłupiona czekając na jego reakcję. Po chwili kąciki jego ust unoszą się delikatnie, a jego oczy stają się cieplejsze, zupełnie jakby już mnie rozszyfrował.
  - Mów mi Cheaster.
  Patrzę na nowo poznaną koleżankę ze zdziwieniem i widzę, że ona jest równie skonsternowana co ja. Wiem, że później będę śmiała się z całej tej sytuacji, ale teraz zupełnie nie wiem co o tym myśleć i czuję się bardziej zagubiona, niż parę minut temu.

5 komentarzy:

  1. Pięknie, cudnie i wszystko inne <3 No genialnie wprost. Najbardziej obawiałam się, że zrobisz z tej przyjaźni po prostu przyjaźń, a to że Sean się w niej zakochał jest takie realne.. Bo nie ma przecież przyjaźni damsko-męskiej i zyskałaś u mnie jeden wielki plus! Historia ma potencjał, mam nadzieje, że będzie tylko lepiej. Bo wciąga niesamowicie. Nie mogę się doczekać następnego. Oby był jak najszybciej, i zapraszam do mnie :*
    http://live-in-danger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tyle miłych słów <3

      Usuń
  2. Fajnie się zapowiada :) Czekam na nexta ♥♥♥

    xoxo
    Susan Kelley

    OdpowiedzUsuń
  3. Przybyłam i ja do Ciebie :D przepraszam, że musiałaś tak długo czekać, ale postaram ci się to jakoś wynagrodzić!
    poznajemy Charlie, która zaczyna pracę w gazecie. Wcześniej pracowała w kawiarence, ale zrezygnowała, kiedy Sean wyznał jej miłość. Co do samego chłopaka - nie polubiłam go, ale może to dlatego, że drażnią mnie tacy wrażliwi faceci. Wolę takich twardych, którzy nie pokazują tak łatwo swoich uczuć, natomiast Sean wydaje mi się być jak otwarta księga, przez co łatwo go skrzywdzić. Ale to pewnie przez to, że naprawdę kocha Charlie. ją natomiast polubiłam. Jest szczera, co ja sobie bardzo cenię. nie chciała być z nim tylko po to, żeby go nie skrzywdzić. Zależy jej również na własnym szczęściu a Sean powinien cieszyć się tym, że dostała pracę w gazecie, gdzie ktoś może ja docenić, bo nie ukrywajmy - jako pracownik kawiarenki by się za bardzo nie wybiła.
    I masz bardzo ładny wygląd bloga. Może poza czcionką postów, bo jest bardzo mała, przez co niewygodnie się czyta, więc chyba będę robiła to na telefonie xD Lecę do kolejnego :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznaje się bez bicia, że imiona ze względu na ich obce brzmienie mogę jeszcze długi, bardzo długi czas mylić i ich nie pamiętać. Póki co zastanawiam się co ona nazmyślała w CV, że ją przyjęli od razu na tak wysokie stanowisko i że oszczędziła sobie pięcia po szczeblach drabiny i od razu stała się panią redaktor. Podziwiam jej szczerość odnośnie tego, że zerwała zamiast coś ciągnąć, i że nie ma zamiaru przepraszam za brak uczuć, a nawet wprost o braku tych uczuć mówi, bo w tym przypadku trzeba ostrego odcięcia liny, a nie udawania, ciepłych słów i litości, który dałyby złudzenie temu chłopakowi, że jeszcze może być okay i że może jeszcze do siebie wrócą. Tak więc za autentyczność bohaterki, która nie jest jakąś tam ciapą masz jak najbardziej plus.

    Przy okazji zapraszam do siebie na samiuteńki początek:
    otchlan-szarosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy